Między sztalugą a kołyską. Jak artystki łączyły macierzyństwo z pasją tworzenia?
Brak czasu. Prosty, ale bardzo częsty powód, dla którego matki odkładają swoje pasje „na później”. Nie ulega wątpliwości, że opieka nad dzieckiem, szczególnie tym małym, może być niekończącym się maratonem, pochłaniającym ogromne zasoby energii. Czy więc macierzyństwo i pasja do tworzenia mogą iść w parze? W historii sztuki zapisały się matki, którym skutecznie udało się połączyć rolę mamy i artystki. Były też takie, które portretowały dzieci, ale same ich nie miały. Dla wszystkich inspiracją było macierzyństwo. Poznajmy kilka z nich.
Bycie rodzicem nie było dla nich kulą u nogi, a raczej niekończącym się źródłem inspiracji i ważnym elementem ich artystycznej twórczości. Malarki, o których mowa poniżej, udowodniły, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych – kobieta może jednocześnie wychowywać dzieci i rozwijać swoją artystyczną karierę. Ba! Dzieci często motywują do rozwoju i pomagają wyzwalać pozytywne emocje, co paradoksalnie odkryły nawet kobiety bezdzietne.
Dodała uśmiech do portretu. Kontrowersyjna Élisabeth Louise Vigée Le Brun
Ta pochodząca z Francji artystka, portrecistka królowej Francji Marii Antoniny, zapisała się w historii jako najsłynniejsza francuska malarka. Przełamywała artystyczne konwenanse i portretowała dzieci tak, jak jeszcze nikt przed nią.
Niemały skandal wywołał pierwszy autoportret Le Brun, na którym przedstawiła siebie z córką. Pewnie dzisiaj nie dostrzeglibyśmy niczego niezwykłego na tym obrazie, jednak w XVIII wieku uchodził on za bardzo kontrowersyjny. Artystka odrzuciła styl polegający na sztywnym przedstawieniu dziecka, dodała do portretu uśmiech i radość. Malarka swobodnie tuli córkę, uśmiecha się z otwartymi ustami (!) i wyraźnie cieszy się ze swojego macierzyństwa. Le Brun zignorowała zasady dotyczące naturalnego pokazania twarzy i odmówiła odgrywania roli skromnej matki, dzięki czemu stała się najbardziej nowoczesną malarką swojej epoki.

Élisabeth Louise Vigée Le Brun | „Autoportret z córką Julie” | 1786
Portret z Julie był zaledwie pierwszym z cyklu obrazów ukazujących proces dojrzewania jej córki. Malarka stworzyła jeszcze wiele dzieł z Julie. Za każdym razem łamała zasady malarstwa, pokazując dziecko zarówno z profilu, jak i z bliska. Przyglądając się jej dziełom, ujmuje delikatność, z jaką Le Brun malowała spojrzenia dziewczynki, podkreślając zarówno jej bystrość, jak i dziecięcą niewinność.
Pokazała codzienność macierzyństwa. Bezdzietna Mary Cassatt
Jedna z najważniejszych malarek macierzyństwa w historii sztuki, która paradoksalnie nigdy nie wyszła za mąż i nie miała własnych dzieci. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym, żeby z niezwykłą czułością portretować relacje matek z dziećmi, zrywając tym samym ze sztucznymi pozami ówczesnych portretów dziecięcych. Do pozowania często zatrudniała swoje krewne oraz lokalne francuskie opiekunki z ich pociechami.
Cassatt, z pochodzenia Amerykanka, przez większość życia mieszkała we Francji i należała do grona impresjonistów skupionych wokół Edgara Degas. W czasach, gdy kobiety miały ograniczony dostęp do wielu przestrzeni publicznych i tematów artystycznych, Cassatt zwróciła uwagę na świat codziennych relacji rodzinnych.
Od lat 80. XIX wieku macierzyństwo stało się jednym z najważniejszych tematów jej twórczości. Artystka przedstawiała matki i dzieci podczas zwykłych czynności: kąpieli, czytania, przytulania, karmienia czy wspólnego odpoczynku. W przeciwieństwie do wielu wcześniejszych artystów nie traktowała jednak tych scen jako religijnych alegorii czy sentymentalnych obrazków. Interesowała ją przede wszystkim więź między dwojgiem ludzi.
Na jej obrazach matki nie są idealizowanymi bohaterkami. To kobiety skupione na dziecku, obecne, czułe i zaangażowane. Cassatt obserwowała codzienne gesty z niezwykłą uwagą. Delikatne dotknięcie dłoni, spojrzenie pełne troski czy sposób, w jaki dziecko wtula się w matkę, stawały się głównymi bohaterami kompozycji. Dzięki temu jej obrazy emanują autentycznością i psychologiczną głębią.
Co ciekawe, artystka nie uważała macierzyństwa za jedyne przeznaczenie kobiety. Sama prowadziła życie niezależnej, zawodowo aktywnej kobiety, co w XIX wieku było wyborem odważnym i nieoczywistym. Wspierała prawa kobiet, opowiadała się za ich edukacją i niezależnością finansową. Jej przedstawienia matek nie są więc pochwałą tradycyjnej roli kobiety, lecz raczej próbą pokazania wartości relacji międzyludzkich i emocjonalnej bliskości.


Po lewej: Mary Cassatt | „Children Playing on the Beach” | 1884
Po prawej: Mary Cassatt | „The Child’s Bath”, 1893

Mary Cassatt | „Young Mother Sewing” | 1900
Dla Mary Cassatt macierzyństwo było przede wszystkim tematem humanistycznym. Nie malowała matek dlatego, że sama chciała być matką lub idealizowała ten stan. Fascynowała ją emocjonalna więź między ludźmi oraz codzienne chwile, które zwykle umykają uwadze. Dzięki temu stworzyła jedne z najbardziej uniwersalnych i ponadczasowych obrazów macierzyństwa w historii sztuki – dzieła, które do dziś poruszają swoją prostotą, ciepłem i prawdą.
Portrecistka swojej córki. Berthe Morisot
Berthe Morisot (1841-1895) należała do grupy francuskich impresjonistów, której członkami byli również Paul Cézanne, Edgar Degas, Claude Monet i Camille Pissarro. Morisot przez wiele lat współpracowała z Édouardem Manetem, a w 1874 roku wyszła za mąż za jego brata, Eugène’a Maneta. Razem mieli córkę, Julie.
Morisot namalowała ponad 50 obrazów swojej córki, a każdy z nich ukazywał jej zmiany na przestrzeni lat. Stąd, możemy obserwować, jak z małej dziewczynki Julie zmieniła się w nastolatką, potem młodą kobietę. Ostatnie dzieło z serii Morisot to „Julie marzycielka” z 1894 roku. Zaledwie rok później Julie zachorowała na zapalenie płuc. Opiekowała się nią matka, która zaraziła się chorobą od córki i niedługo zmarła. Julie miała wtedy 17 lat.


Po lewej: Berthe Morisot | „Julie rêveuse” | 1894
Po prawej: Berthe Morisot | „Młoda dziewczyna z lalką” (or. „Jeune fille à la poupée”) | ok. 1884
Zainspirowana silnymi kobietami. Tamara Łempicka
Macierzyństwo zajmowało w życiu Tamary Łempickiej miejsce znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, patrząc na jej wizerunek kobiety sukcesu, ikony art déco i jednej z najbardziej wyemancypowanych artystek XX wieku. Nie było ono głównym tematem jej twórczości, tak jak u Meli Muter czy Stanisława Wyspiańskiego, jednak pozostawiło wyraźny ślad zarówno w jej życiu osobistym, jak i w niektórych obrazach.
Łempicka została matką w 1916 roku, gdy urodziła córkę Marie-Christine, nazywaną przez rodzinę Kizette. W tym czasie była jeszcze bardzo młodą kobietą, a kilka lat później musiała zmierzyć się z rewolucją rosyjską, emigracją i budowaniem nowego życia w Paryżu. Macierzyństwo przypadło więc na okres pełen niepewności i dramatycznych zmian.
To właśnie Kizette stała się bohaterką kilku najbardziej znanych obrazów artystki. W przeciwieństwie do eleganckich portretów paryskiej elity, przedstawienia córki są bardziej osobiste i pełne emocjonalnego ciepła. Najsłynniejszym przykładem jest obraz „Kizette na balkonie” z 1927 roku. Dziewczynka nie jest tu jednak ukazana w sposób sentymentalny. Łempicka przedstawia ją jako osobę samodzielną, zamyśloną i dojrzałą ponad swój wiek. To charakterystyczne dla artystki – nawet w portretach dziecka unikała ckliwości, stawiając na indywidualność modela.


Po lewej: Tamara Łempicka | „Kizette na balkonie” (Kizette au balcon) | 1927
Po prawej: Tamara Łempicka | „Macierzyństwo” (Maternité) | 1928
W twórczości Łempickiej macierzyństwo nie jest symbolem opieki czy poświęcenia. Znacznie bliższe było jej postrzeganie kobiety jako istoty niezależnej, silnej i świadomej własnej wartości. Jej bohaterki są eleganckie, nowoczesne, pewne siebie. Jeśli pojawia się motyw matki, to nie jako tradycyjnej opiekunki, lecz kobiety zachowującej własną tożsamość mimo pełnionej roli.
To podejście wynikało również z osobistego stosunku Tamary do macierzyństwa. Biografowie często podkreślają, że Łempicka bardziej angażowała się w rozwój kariery artystycznej i życie towarzyskie niż w codzienne wychowanie córki. Kizette przez pewien czas pozostawała pod opieką babci i innych członków rodziny. Nie oznacza to jednak, że Łempicka jej nie kochała. Relacja matki i córki była skomplikowana, ale trwała przez całe życie, a sama Kizette po śmierci matki aktywnie dbała o jej artystyczną spuściznę.
W sztuce Łempickiej macierzyństwo nie było więc tematem dominującym, lecz jednym z elementów szerszej opowieści o kobiecości. Artystkę fascynowała przede wszystkim nowoczesna kobieta niezależna, ambitna, silna i wolna od społecznych schematów. Nawet gdy malowała własną córkę, bardziej interesowało ją ukazanie osobowości i charakteru niż stworzenie wyidealizowanego obrazu matczynej miłości.
To właśnie dlatego obrazy związane z Kizette są tak wyjątkowe. Pokazują nie tyle macierzyństwo w tradycyjnym rozumieniu, ile relację między dwiema silnymi osobowościami – matką, która podbijała artystyczny świat, i córką, która przez całe życie pozostawała najbliższym świadkiem jej sukcesów, słabości i niezwykłej drogi twórczej.
Symbol kobiecej determinacji. Aniela Pająkówna
Przypadek Anieli Pająkówny jest wyjątkowy, ponieważ w przeciwieństwie do Mary Cassatt czy Meli Muter macierzyństwo nie stało się głównym tematem jej malarstwa. Było jednak jednym z najważniejszych doświadczeń jej życia i w dużej mierze ukształtowało jej biografię, wybory oraz sposób funkcjonowania jako artystki.
Aniela Pająkówna (1864-1912) należała do grona najciekawszych polskich malarek przełomu XIX i XX wieku. Kształciła się w Krakowie i Paryżu, wystawiała swoje prace w kraju i za granicą, a największą renomę zdobyła jako portrecistka. Interesował ją przede wszystkim człowiek – jego charakter, emocje i psychologia. Malowała portrety artystów, intelektualistów, kobiet i dzieci, unikając przesadnej idealizacji.
Temat macierzyństwa pojawił się w jej życiu za sprawą burzliwego romansu ze Stanisławem Przybyszewskim. Ich relacja zaowocowała narodzinami córki, Stanisławy Przybyszewskiej, która później sama stała się ważną postacią polskiej kultury. Pająkówna wychowywała dziecko samotnie, w czasach, gdy bycie niezamężną matką wiązało się z ostracyzmem społecznym i licznymi trudnościami finansowymi.

Aniela Pająkówna | „Autoportret z córką” | 1907
To właśnie tutaj ujawnia się jej szczególny stosunek do macierzyństwa. Według biografów Aniela nie zdecydowała się oddać córki pod opiekę rodziny ani ukrywać ciąży, choć takie rozwiązania mogłyby ułatwić jej karierę zawodową. Zamiast tego postanowiła samodzielnie wychowywać dziecko, jednocześnie walcząc o możliwość dalszej pracy twórczej.
Macierzyństwo było więc dla niej nie tyle inspiracją ikonograficzną, ile życiowym zobowiązaniem i świadomym wyborem. Pająkówna próbowała pogodzić rolę matki z rolą niezależnej artystki. Gdy spotkała się z niechęcią środowiska wobec samotnej matki, opuszczała kolejne miasta – od Lwowa przez Wiedeń i Monachium po Paryż – zabierając córkę ze sobą.
W jej twórczości można odnaleźć portrety dzieci oraz sceny rodzajowe, jednak nie stworzyła rozbudowanego cyklu poświęconego macierzyństwu, jak zrobiły to Cassatt czy Muter. Znacznie bardziej fascynowała ją indywidualność człowieka niż sama rola społeczna matki. Mimo to doświadczenie wychowywania córki w samotności nadaje jej biografii wymiar niezwykle nowoczesny.
Wyjątkowość Anieli Pająkówny polega na czymś innym niż w przypadku wielu artystek. Nie malowała macierzyństwa – ona je przeżywała. W epoce, która nie sprzyjała ani niezależnym kobietom, ani samotnym matkom, potrafiła pozostać wierna zarówno swojej sztuce, jak i córce. Dlatego dziś bywa postrzegana nie tylko jako utalentowana malarka Młodej Polski, lecz także jako symbol kobiecej determinacji i odwagi.
Portretowała zwykłych ludzi. Mela Muter
W naszym zestawieniu nie może zabraknąć Meli Muter, dla której relacja między matką a dzieckiem była jednym z najważniejszych tematów malarskich. 𝗠𝘂𝘁𝗲𝗿, a właściwie Maria Melania Mutermilch (1876-1967), należała do grona najwybitniejszych polskich malarek XX wieku.
Choć większość życia spędziła w Paryżu, nigdy nie straciła wrażliwości na los zwykłych ludzi. To właśnie oni – robotnicy, ubodzy, dzieci, starcy i matki – stawali się bohaterami jej obrazów.


Po lewej: Mela Muter | „Macierzyństwo”, 1913
Po prawej: Mela Muter | „Macierzyństwo”, ok. 1909
Macierzyństwo w twórczości Muter nie jest sielanką. Artystka nie tworzyła wyidealizowanych scen pełnych uśmiechów i beztroski. Interesowała ją 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱𝗮. Na jej płótnach matki bywają zamyślone, zmęczone, zatroskane, ale jednocześnie emanują niezwykłą siłą. Dziecko nie jest dodatkiem do kompozycji – stanowi centrum świata przedstawionego, a więź między nim a matką staje się najważniejszym elementem obrazu.
Temat macierzyństwa był szczególnie bliski Meli z powodów osobistych. Mela Muter sama była matką. W 1900 roku urodziła syna Andrzeja, który towarzyszył jej podczas przeprowadzki do Paryża i pierwszych lat artystycznej kariery. Los nie był jednak dla niej łaskawy – jej jedyne dziecko zmarło młodo po ciężkiej chorobie. Po tej stracie Mela załamała się, a wielu badaczy dostrzega w jej późniejszych dziełach jeszcze większą czułość wobec tematów związanych z ludzką kruchością, miłością i przemijaniem.
Dziś obrazy Meli Muter przypominają, że macierzyństwo to nie tylko radość, ale także troska, odpowiedzialność, codzienny wysiłek i niezwykła siła ukryta w pozornie zwyczajnych gestach. Być może właśnie dlatego jej przedstawienia matek poruszają nas do dziś – opowiadają o doświadczeniu, które pozostaje uniwersalne niezależnie od epoki.
*
Wybór artystek do tego tekstu nie był łatwy. Po głowie chodziło mi dużo więcej kobiet portretujących macierzyństwo, a wśród nich Olga Boznańska z jej studium kobiety w zielonej sukni z dziewczynką czy Zofia Stryjeńska razem z żywymi kolorami podkreślającymi radość kobiety karmiącej dziecko. Cóż, bohaterowie artykułów zahaczają często o sztukę wyboru 😊 Pisząc o macierzyństwie, warto też wspomnieć o artystach-mężczyznach dokumentujących ten proces. W pięknych kolorach przedstawił je Gustav Klimt, z dużą wrażliwością podszedł do tematu Pablo Picasso, a w polskiej historii sztuki zapisał się oczywiście Stanisław Wyspiański i jego Teodora karmiąca syna, ale to już zdecydowanie temat na osobny artykuł i historie – do poruszenia wkrótce!

































