„Słoneczniki” van Gogha. Mało kto wie, komu naprawdę były dedykowane
Żółte, jasne i niemal nierealne. Wyglądają, jakby zatrzymały w sobie całe letnie słońce. „Słoneczniki” Vincenta van Gogha stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w historii sztuki. Chociaż nie można odmówić im uroku, te kwiaty nie powstały po to, żeby zachwycać. Za ich stworzeniem kryje się historia przyjaźni i niezwykłej relacji dwóch malarzy, której koniec niemal wpędził do grobu jednego z nich.
Dom, który ma zmienić historię sztuki
Jest rok 1888. W głowie Vincenta van Gogha, mało znanego wówczas malarza, kiełkuje marzenie. Chce stworzyć wspólnotę artystów, sławną pracownię, w której malarze mogliby nie tylko ze sobą mieszkać, ale też wymieniać się pomysłami i wzajemnie inspirować. Genialna wizja dla kogoś, kto od lat mierzy się z demonami samotności i coraz częściej nie ma do kogo otworzyć ust.
Długo zastanawia się nad lokalizacją. Wybór pada na Arles, miasteczko nazywane prowansalskim Rzymem, położone na południu Francji. Właśnie takiego miejsca Vincent szukał przez lata. W porównaniu z zatłoczonym Paryżem wydaje się oazą spokoju, istnym rajem na ziemi. W Arles ani śladu presji i nieustającej walki o uznanie, czyli wszystkiego tego, przez co artysta mógł znienawidzić miasto nad Sekwaną. Nawet światło wydaje się tam inne niż paryskie – miękkie i delikatne, wprost stworzone dla malarzy.

Vincent van Gogh | „Dom Vincenta w Arles (Żółty dom)”
1888, Muzeum Vincenta van Gogha w Amsterdamie
Van Gogh niemal zakochuje się Arles i żółtym domu, który wynajmuje. W centrum tej nowej miłości stoi Paul Gauguin, wschodząca gwiazda paryskiej awangardy. Van Gogh, finansowo zależny od młodszego brata Theo, błagał go, by dofinansował podróż Gauguina. Paul miał być pierwszym i najważniejszym gościem w Arles. Vincent wierzył, że ich wspólne życie i dzielenie pasji do tworzenia mogą zmienić sztukę i pozwolą wypracować nowy język wizualny dla współczesnego świata. Aby przygotować dom na przyjazd Gauguina, zaczyna malować serie obrazów. Wśród nich są słynne „Słoneczniki”.
Kwiaty dla przyjaciela i rywala
Dla van Gogha słoneczniki były niemal żywymi istotami. Jedne kwiaty wyglądają na świeże, pełne energii. Inne pochylają głowy, więdną, zmieniają się. Artysta pokazał cały cykl życia – od rozkwitu do przemijania. Wysłał te obrazy Gauguinowi, chcąc ozdobić jego pokój. To miał być znak: „To jest miejsce dla ciebie, przyjacielu. Przyjeżdżaj, czekamy”.

Vincent van Gogh | „Martwa natura: wazon z dwunastoma słonecznikami” |
Arles, styczeń 1889, Philadelphia Museum of Art
Gauguin był dla van Gogha jednocześnie przyjacielem i konkurentem. Obaj byli przekonani, że mają coś ważnego do powiedzenia światu. Tylko że mówili innymi językami. Van Gogh malował emocjami. Gauguin szukał symboli i uciekał od rzeczywistości. Ich spotkanie było więc nie tylko zbliżeniem dwóch ludzi. Było spotkaniem dwóch wizji sztuki.
Dwa miesiące, które zakończyły marzenie
Gauguin, niestabilny wówczas finansowo, zgodził się na pomysł Vincenta, ale nie bez wahania. Przekonała go jednak wizja darmowego zakwaterowania i pobytu w słonecznym miejscu. Później przyznał, że jeszcze przed przybyciem podejrzewał, że pomysł jest skazany na niepowodzenie. Największe wątpliwości budził w nim temperament van Gogha.
Przez dziewięć tygodni obaj mężczyźni mieszkali i malowali obok siebie w Żółtym Domu. Od samego początku ich temperamenty ścierały się. Van Gogh, emocjonalnie kruchy i patologicznie szczery, malował z gorączkową pilnością. Jego płótna pulsowały wewnętrznym niepokojem, ekspresyjnymi ruchami pędzla i kolorami, od których wirowania tętniły skronie.
Paul, w przeciwieństwie do Vincenta, miał bardziej racjonalne podejście do życia. Pociągał go symbolizm. Nie zależało mu na wiernym oddaniu świata na płótnie, ale na stworzeniu obrazu niosącego znaczenie. Van Gogh traktował malarstwo jako sposób na wyrażenie swoich wewnętrznych przeżyć – stąd jego dzieła ukazują zachwyt, cierpienie czy nadzieję.
Sielanka, która zamieniła się w koszmar
Kiedy, pomimo wątpliwości, Gauguin nareszcie pojawił się w Arles, van Gogh był zachwycony. Szybko jednak zaczęli męczyć się swoim towarzystwem, aż nie było dnia bez kłótni.
Różnili się niemal we wszystkim. Van Gogh chciał malować to, co czuł. Gauguin uważał, że artysta powinien bardziej kontrolować swoje emocje. Jeden pracował spontanicznie. Drugi planował. Jeden widział w sztuce prawdę o własnym wnętrzu. Drugi chciał tworzyć symbole. Z czasem ich rozmowy zamieniły się w spory. Przyjaźń zaczęła pękać.

Paul Gauguin (1848-1903) | „Portret artysty z żółtym Chrystusem” | 1890/1891, Musee d`Orsay
Po kilku tygodniach wspólnego życia kłócili się już niemal o wszystko: użycie koloru na płótnie, strukturę kompozycji, a nawet domowe obowiązki. Van Gogh tęsknił za spokojem, przez co zaczął ukrywać swoje zdanie i unikać konfrontacji, co tylko wzmagało irytację Gauguina. To, co van Gogh postrzegał jako przyjacielską atmosferę, Gauguin określał po latach jako psychologiczne duszenie. Jak sam mówił, atmosfera w Arles stała się „elektryczna”, gęsta od napięcia i grozy.
Noc, która na zawsze zmieniła bieg historii
Wieczór 23 grudnia 1888 roku nie zapowiada się szczególnie. Choć dokładne wydarzenia tej nocy pozostają przyciemnione spekulacjami, historia sztuki zapamięta je na długo.
Większość relacji, głównie tych Gauguina, sugeruje gwałtowne starcie. Paul twierdził, że Van Gogh ścigał go żyletką, zanim uciekł. Nie da się zaprzeczyć temu, co nastąpiło później: Van Gogh wrócił do domu, popadł w szał i odciął sobie część własnego lewego ucha. Następnie owinął go gazetą i dostarczył do lokalnego burdelu, oferując kobiecie o imieniu Rachel z tajemniczą instrukcją: „trzymaj ten przedmiot ostrożnie.”
Vincent van Gogh | „Autoportret z zabandażowanym uchem” | 1889, Courtauld Gallery w Londynie
Kolejnego ranka Gauguin opuścił Arles i już nigdy więcej nie zobaczył van Gogha. Po pewnym czasie opisał ten epizod z mieszanką przerażenia i dystansu. Van Gogh trafił do szpitala w Arles, później przeniósł się do zakładu psychiatrycznego w Saint-Rémy, gdzie spędził pozostałe osiemnaście miesięcy życia. Jego stan psychiczny pogarszał się, a z uwagi na trawiącą go mgłę mózgową, kontakt z nim był utrudniony. W 1890 roku odebrał sobie życie. Miał wówczas trzydzieści siedem lat.
Estetyczne dziedzictwo zrodzone z chaosu
Po latach relacja między artystami stała się jedną z najbardziej fascynujących historii świata sztuki. Van Gogh nie doczekał wielkiej sławy. Gauguin natomiast zdobył rozgłos i stworzył własną legendę, a jego nazwisko na zawsze związało się z historią „Słoneczników”. Te obrazy były czymś więcej niż martwą naturą. Były zaproszeniem. Próbą zatrzymania przy sobie człowieka, którego van Gogh podziwiał.
Z perspektywy czasu tragedia ich związku jest nie tylko psychologiczna, ale też estetyczna. Obaj artyści, podczas krótkiego wspólnego życia, stworzyli jedne ze swoich najważniejszych dzieł. Van Gogh namalował Sypialnię (ang. Vincent’s bedroom in Arles, 1888), Czerwoną Winnicę (1888) i liczne słoneczniki, napełniając swoje płótna zarówno bólem, jak i pełnią życia. Gauguin ukończył Malarza Słoneczników, portret van Gogha, który w delikatny sposób ukazuje szaleństwo Vincenta, ale też wyraża podziw dla mistrza.
Dwie konkurujące wersje wspólnej historii
Po śmierci van Gogha Gauguin mitologizował ich wspólny czas, przedstawiając siebie zarówno jako świadka, jak i ocalałego geniusza. Tymczasem listy van Gogha, zwłaszcza te do brata Theo, ukazują bardziej poruszający obraz: wizerunek człowieka desperacko szukającego towarzystwa i sensu sztuki. Te listy, jedne z najbardziej intymnych dokumentów w historii sztuki, ukazują umysł nieustannie balansujący na granicy między oddaniem a rozpaczą.
Dziś Żółty Dom już nie stoi. Ale legenda, którą skrywa, o dwóch tytanach zderzających się pod jego dachem, przetrwała. Ich historia została przedstawiona w powieściach, filmach i niezliczonych artykułach – nie tylko ze względu na skandaliczne wydarzenia, ale pokazanie urywków codzienności dwóch genialnych artystów. Ich zderzających się ze sobą poglądów, ideałów i rozczarowań. Wszystko to działo się tutaj, w pewien fatalny sezon w Arles.
Literatura:
Gregory White Smith, Steven Naifeh | „Van Gogh. Życie” | wyd. Świat Książki, 2017
Soto Caba Vivtoria | „Vincent van Gogh” | wyd. Solis, 2018
Praca zbiorowa | „Malarze świata. Vincent van Gogh” | wyd. Dragon, 2024



































