Kobieta, która fotografowała geniusza. Dlaczego świat zapomniał o Dorze Maar?
Na starych fotografiach patrzy prosto w obiektyw. Pewna siebie, elegancka, inteligentna. W paryskich kawiarniach dyskutuje z poetami, fotografuje dla najlepszych magazynów i eksperymentuje z surrealizmem. Kilka lat później cały świat będzie znał już tylko jej twarz zniekształconą przez łzy na obrazach Picassa. Kim naprawdę była Dora Maar? Muzą? Kochanką? A może wybitną artystką, której własna historia przez dziesięciolecia pozostawała w cieniu cudzego geniuszu?
*
W zadymionej kawiarni słychać stukot filiżanek i rozmowy prowadzone po francusku, hiszpańsku i rosyjsku. Przy jednym ze stolików młoda kobieta w czarnych rękawiczkach wbija niewielki scyzoryk między rozstawione palce dłoni. Coraz szybciej. Ostrze błyska w świetle lamp. W pewnym momencie przecina skórę. Pojawia się krew. Kobieta nawet nie drgnie. Mężczyzna siedzący kilka stolików dalej nie potrafi oderwać od niej wzroku. Nazywa się Pablo Picasso.

Na paryskim bruku
Paryż, lata 30. XX wieku. W powietrzu unosi się zapach terpentyny i farby drukarskiej. Wąskie uliczki budzą się wcześniej niż reszta miasta. Gdzieś otwiera się piekarnia, ktoś rozstawia sztalugę na chodniku, a w kawiarni przy pierwszym espresso rodzi się kolejna artystyczna rewolucja. Nie ma drugiego takiego miejsca na ziemi, które z podobną siłą przyciągałoby malarzy, poetów, fotografów i marzycieli. Przybywają tutaj z Hiszpanii, Polski, Niemiec czy Rosji, przekonani, że właśnie nad Sekwaną wymyślą sztukę na nowo.
Tutaj nikt jednak nie pyta o narodowość. Liczy się pomysł. Artyści godzinami dyskutują o kubizmie, dadaizmie i surrealizmie. Spierają się o sens sztuki, wymieniają adresami wystaw i szkicują na serwetkach. W takiej atmosferze dojrzewa surrealizm – ruch, który chce wyzwolić wyobraźnię spod kontroli umysłu. Artyści szukają inspiracji w snach, podświadomości i przypadkowych skojarzeniach. Nie chodzi o wierne przedstawienie rzeczywistości, ale o pokazanie tego, co jest głęboko ukryte w ludzkim umyśle. „Manifest surrealizmu” tworzy André Breton i szybko gromadzi wokół siebie grupę artystów, przekonanych że sztuka może być drogą do odkrywania nieświadomości. Obok niego pojawia się Paul Éluard, poeta, a także Man Ray, który maluje, fotografuje i tworzy filmy.

Paul Éluard i Pablo Picasso na plaży | Francja, 1937
Jest też On – jedna z najważniejszych postaci ówczesnego artystycznego Paryża. Choć nigdy nie stał się artystą w ścisłym tego słowa znaczeniu, mieszka tutaj i pracuje. Bywa w tych samych kawiarniach co inni malarze, przyjaźni się z Eluardem. Pablo Picasso. Zbyt niezależny, by podporządkować się jednemu nurtowi sztuki. Nienawidzi marnować czasu, ciągle pracuje, spragniony nieśmiertelności i przekonany o swoim geniuszu. Chociaż ostatecznie zapisze się w historii jako niezwykle utalentowany artysta, do tworzenia arcydzieł potrzebuje czegoś więcej niż talentu i ciężkiej pracy. Muzy.
Narodziny błyskotliwej fotografki
Dora jeszcze nie wie, że stanie się jedną z nich, a świat zapamięta ją jako „płaczącą kobietę” Picassa.
W 1930 roku Henriette Theodora Markovitch ma głowę pełną planów i zawodowych ambicji. Niedawno ukończyła Szkołę Fotografii w Centralnym Związku Sztuk Dekoracyjnych i z aparatem w ręku chce zawojować świat. Zmienia nazwisko na Dora Maar i otwiera własne studio fotograficzne. Ma zadatki na wielką artystkę, a ówczesny Paryż kocha marzycieli i ludzi pełnych pasji. Dora posiada przenikliwe spojrzenie i niezwykłą umiejętność obserwacji. Potrafi dostrzec napięcie ukryte w dłoni, zmęczenie na twarzy przechodnia czy samotność wpisaną w pustą ulicę.

Portret Dory Maar | 1930 | fot. Rogi André
W pracowni realizuje zlecenia reklamowe i wykonuje portrety. Wieczory wypełniają jej wędrówki po Paryżu, a raczej tej stronie miasta, która tak bardzo odbiega od zdjęć na pocztówkach. Dora nie fotografuje eleganckich bulwarów ani dostojnych zabytków. Zainspirowana twórczością Brassaïa wędruje po biedniejszych dzielnicach, zagląda na targowiska. Obserwuje bezrobotnych, dzieci bawiące się na brudnych podwórkach i ludzi, których większość Paryżan po prostu mija bez słowa. Fascynuje ją codzienność – zwyczajna, surowa, czasem niewygodna. Odwiedza również Barcelonę, Madryt i Londyn, aby tam fotografować skutki wielkiego kryzysu gospodarczego, który rozpoczął się od krachu na nowojorskiej giełdzie, w czarny czwartek 1929 roku.


Po lewej: Dora Maar, „Portret Ubu” | 1936, na zdjęciu jest przedstawiony płód pancernika zatopiony w formalinie
Po prawej: Dora Maar, Dora Maar’s 29 Rue D’astorg | 1936
Z drugiej strony pociąga ją awangarda i surrealizm. Spędza długie godziny na łączeniu fragmentów zdjęć w oniryczne kompozycje pełne symboli. Bawi się światłem i cieniem i jak nikt inny potrafi stworzyć na swoich fotomontażach niezwykłą atmosferę marzeń. Jest jedną z nielicznych fotografek, które wystawią swoje prace razem z surrealistami.


Po lewej: Dora Maar, Bez tytułu | 1935
Po prawej: Dora Maar | „Podwójny portret z kapeluszem”, ok. 1936
Wśród naszych klientów znajdowały się największe nazwiska tamtych czasów: Coco Chanel, Jacques Heim, Elsa Schiaparelli, która podarowała mi kilka wspaniałych kapeluszy, ale najbardziej wymagająca była Jeanne Lanvin – moja ulubienica.
Louisa Treger, „Paryska muza”, wyd. Arkady, str. 22
Rodzice są z niej dumni. Szczególnie ojciec, chorwacki architekt, który jako pierwszy odkrył talent córki i zachęcał ją do studiowania fotografii. Dzięki temu, że Dora znaczną część swojego dzieciństwa spędziła w Argentynie, swobodnie porusza się między kulturami i zna kilka języków obcych. Jest świetnie wykształcona, oczytana i politycznie świadoma. Coraz bardziej niepokoi ją to, co dzieje się w Europie. Narastający faszyzm, wojna domowa w Hiszpanii i pogłębiające się nierówności społeczne sprawiają, że sztuka staje się dla niej również formą komentarza do rzeczywistości.


Po lewej: Dora Maar | „Manekin w oknie” | 1935
Po prawej: Dora Maar | 1930
W środowisku artystycznym uchodzi za błyskotliwą i niezależną. Żyje szybko, a wieczory spędza w ciekawym towarzystwie. W kawiarniach Montparnasse’u spotyka się z poetami, malarzami i fotografami. Bywa tam, gdzie dyskutuje się o surrealizmie, psychoanalizie Freuda i nowych kierunkach w sztuce. Zna André Bretona, Paula Éluarda i Mana Raya. Jest piękną kobietą o wyrazistych rysach twarzy i ciemnych oczach. Ubiera się modnie, jednak bardziej niż strojem chce imponować inteligencją. Ma własne pieniądze i pozycję zawodową. Buduje rozpoznawalne nazwisko i wszystko wskazuje na to, że otwiera się przed nią długa i obiecująca kariera.
Jak na ambitną kobietę przystało, obiera równie wyjątkowe cele. Jednym z nich staje się poznanie Picassa, artysty, którego zna już cały Paryż.
Tylko żyć i kochać
Po pierwszym spotkaniu w paryskim Deux Magots relacja Dory z Pablem zaczyna rozwijać się w tempie błyskawicy. Dogadują się świetnie. Wspólne wieczory rozpoczynają zwykle od rozmów o sztuce – Pablo opowiada o swoich obrazach, Dora pokazuje fotografie. Na początku ich znajomości Picasso przechodził kryzys twórczy i nie miał natchnienia do namalowania czegokolwiek. Wpadał w stany depresyjne, pogarszał mu się humor, palił jednego papierosa za drugim – życie bez tworzenia nie miało dla niego sensu. Zaczyna pokonywać tę sytuację stopniowo, po tym, jak poznał Dorę. „Nie byłem tak szczęśliwy od lat” – powiedział pewnego wieczoru, kiedy pierwszy raz pocałował nową muzę. Jednocześnie, spod jego pędzla zaczynają wychodzić nowe dzieła. Pablo żyje – znowu tworzy i kocha.
Zamyślona podeszłam do drzwi wejściowych swojego mieszkania, ale zatrzymałam się na widok listu od Pabla, który zostawił na wycieraczce. Podniosłam go i otworzyłam. Charakter pisma miał podobny do swoich obrazów – pewny siebie i swobodny.
Ukochana Doro,
Louisa Treger, „Paryska muza”, wyd. Arkady, str. 61
kocham cię bardziej niż smak twoich warg
bardziej niż twoje policzki
niż twoje ręce
niż twoje ciepłe uda
kocham cię każdego dnia trochę bardziej
co zaświadczam swoim imieniem. Pablo
Dora widzi w nim nie tylko największego żyjącego malarza, ale również człowieka o niewyczerpanej wyobraźni. Rozmawiają o fotografii, malarstwie, literaturze, polityce. To ona dokumentuje kolejne etapy powstawania „Guerniki”, ogromnego dzieła namalowanego jako hołd po zbombardowaniu miasta Guernica przez Luftwaffe w 1937 roku. Dora fotografowała obraz niemal dzień po dniu, szczegół po szczególe. Nie jest bierną obserwatorką. Pracuje z Pablem, ramię w ramię, jak dwoje artystów tworzących jedno z najważniejszych dzieł XX wieku. Z czasem jednak równowaga ta zaczyna się zmieniać.

Dora Maar i Pablo Picasso
Picasso ma niezwykłą zdolność przyciągania ludzi, ale równie silną potrzebę dominacji. W jego życiu kobiety często stawały się jednocześnie partnerkami, modelkami i źródłem twórczej inspiracji. Sam miał powiedzieć, że istnieją tylko dwa rodzaje kobiet: „boginie i wycieraczki”. Choć autentyczność tego cytatu bywa dyskutowana, dobrze oddaje sposób, w jaki wiele osób opisywało jego relacje. Kiedy fascynacja słabła, pojawiała się potrzeba znalezienia nowej muzy.
Dora poznała Picassa w czasie, gdy jego relacja z Marie-Thérèse Walter jeszcze się nie zakończyła, co zresztą i tak byłoby trudne, bo para miała małą córeczkę. Przez pewien czas obie kobiety funkcjonowały równolegle w jego życiu, a Picasso nie próbował tego ukrywać. Przeciwnie – zdarzało mu się prowokować sytuacje, w których partnerki konfrontowały się ze sobą. Biografowie opisują scenę, gdy obie spotkały się w jego pracowni, a Picasso miał z rozbawieniem obserwować ich kłótnię, odmawiając zajęcia stanowiska.
Dla Dory jest to początek powolnej utraty gruntu pod nogami. Im bardziej angażuje się emocjonalnie, tym mocniej jej własna twórczość schodził na dalszy plan. Coraz rzadziej fotografuje. Zaczęła więcej malować, choć przez lata sama uważała, że pozostaje w cieniu Picassa. Kobieta, która jeszcze kilka lat wcześniej należała do najodważniejszych fotografek surrealizmu, coraz częściej jest postrzegana wyłącznie jako partnerka słynnego malarza. Złe samopoczucie Dory potęguje fakt, że od lat bezskutecznie próbuje zajść w ciążę z Pablem.
Uświadomiłam sobie, że odkąd go poznałam, nie rozwinęłam się jako artystka. Moje zdjęcia nadal się sprzedawały, ale tylko te wcześniejsze. Początkowo miałam nadzieję, że związek z Pablem pomoże mi w pracy, ale stało się dokładnie odwrotnie. Moja mroczna alchemia znikła. Poczułam dźgnięcie bólu.
Louisa Treger, „Paryska muza”, wyd. Arkady, str. 152
Proces przechodzenia Dory od „czarodziejki”, jak zwykł nazywać ją Picasso, do smutnej, pogrążającej się w cierpieniu dziewczyny można niemal prześledzić na jego obrazach.
Początkowo Pablo przedstawia Dorę jako kobietę pełną energii. Jej twarz jest wyrazista, spojrzenie pewne siebie, sylwetka niemal monumentalna. Z czasem portrety stają się coraz bardziej zdeformowane. Rysy twarzy rozpadają się na ostre geometryczne płaszczyzny, oczy patrzą w różnych kierunkach, usta wykrzywia grymas bólu.
Kulminacją staje się cykl „Płaczących kobiet” z 1937 roku.


Po lewej: Pablo Picasso | „Portret Dory Maar z zielonymi paznokciami” | 1936, Museum Berggruen, Berlin
Po prawej: Pablo Picasso | „Płacząca kobieta” | 1937, Tate Gallery, Londyn
Choć obrazy te nawiązują do tragedii wojny domowej w Hiszpanii i cierpienia matek po bombardowaniu Guerniki, twarz modelki należy właśnie do Dory Maar. Picasso wielokrotnie powtarzał jej wizerunek z chusteczką przy twarzy, oczami pełnymi łez i zdeformowanymi rysami. To jedne z najbardziej przejmujących obrazów XX wieku, ale zarazem symbol przemiany Dory w ikonę cierpienia. Po latach powiedziała z goryczą:
„Wszystkie portrety Picassa przedstawiają mnie jako kłamstwo. To są portrety Picassa. Ani jeden nie jest Dorą Maar.”
W tym krótkim zdaniu zawiera się cała tragedia ich relacji. Picasso nie próbował sportretować Dory taką, jaką była. Malował własne emocje, własne lęki i własną wizję kobiety, a jej łzy stały się dla niego inspiracją. Rozstanie nie przyniosło ulgi.
Nie tylko Dora. Skrzywdził więcej kobiet
Nie sposób opowiadać o Dorze Maar, nie zadając sobie pytania, dlaczego tak wiele kobiet, które pojawiały się u boku Picassa, kończyło swoje relacje z nim głęboko poranione.
Fernande Olivier, pierwsza wielka miłość Pabla z paryskiego Montmartre’u, po rozstaniu przez lata zmagała się z samotnością i problemami finansowymi. Olga Chochłowa, rosyjska tancerka i pierwsza żona malarza, boleśnie przeżyła jego liczne romanse i rozpad małżeństwa, z którego nigdy formalnie się nie uwolniła. Marie-Thérèse Walter, matka jego córki Mai i kobieta, którą Picasso przedstawiał jako uosobienie młodości i zmysłowości, po śmierci artysty odebrała sobie życie. Dora Maar zapłaciła za ich wieloletni związek załamaniem psychicznym i długą walką o odzyskanie własnej tożsamości. Françoise Gilot okazała się wyjątkiem – jako jedyna zdecydowała się odejść od Picassa z własnej woli, a później odważnie opisała ich relację w głośnych wspomnieniach, mimo że artysta przez lata próbował utrudnić publikację książki. Z kolei Jacqueline Roque, ostatnia żona malarza, po jego śmierci pogrążyła się w samotności i również zakończyła życie samobójstwem.


Po lewej: Marie-Thérèse Walter with a dog
Po prawej: Françoise Gilot i Pablo Picasso w Vallauris we Francji, około 1952 | fot. Robert Doisneau
Łatwo byłoby uznać te historie za dowód destrukcyjnego wpływu Picassa na wszystkie partnerki, jednak rzeczywistość była bardziej złożona. Każda z tych kobiet niosła własny bagaż doświadczeń, zmagała się z odmiennymi problemami, a ich losy kształtowały również wojny, choroby, presja społeczna czy osobiste predyspozycje. Trudno jednak nie zauważyć pewnej prawidłowości: Picasso fascynował się silnymi, utalentowanymi kobietami, lecz z biegiem czasu często oczekiwał, że staną się przede wszystkim bohaterkami jego życia i sztuki.
Drugie narodziny
Trzaaask. Zamykają się drzwi Maison de Santé, prywatnej klinki psychiatrycznej, w której Dora przez trzy tygodnie była poddawana elektrowstrząsom i terapii. Trafia do swojego mieszkania i chociaż nadal walczy o zebranie swoich myśli w logiczną całość, powoli zaczyna godzić się z myślą o rozstaniu z Pablem.
Chciałam tylko zwykłego ludzkiego ciepła. Ale zaczęło do mnie docierać, że dokładnie tego nigdy od Pabla nie dostanę. Minęły lata, zanim to zrozumiałam, bo cały czas nie mogłam pozbyć się nadziei na coś więcej. Tak bardzo go kochałam.
Pablo cmoknął ze zniecierpliwieniem. – Bądź taka jak ja. Ludzie tak naprawdę nic dla mnie nie znaczą. – Wskazał rozbryzg farby na ścianie. – Są jak te plamy, wystarczy przetrzeć szmatą i znikają.
Louisa Treger, „Paryska muza”, wyd. Arkady, str. 271
Najważniejsze, że żyje. Nie wszystkie partnerki Picassa miały to szczęście. Dora Maar przez lata żyła w cieniu człowieka, którego geniusz fascynował świat, ale stopniowo przysłaniał jej własny głos. Po załamaniu psychicznym niemal całkowicie znika z paryskiego życia artystycznego. Zamyka swoje studio fotograficzne i coraz rzadziej sięga po aparat, medium, które przyniosło jej międzynarodowe uznanie. Zamiast tego wraca do malarstwa – cichszego, bardziej intymnego, pozbawionego potrzeby eksperymentowania za wszelką cenę. Jej obrazy z tego okresu są pełne skupienia, oszczędne w wyrazie, jakby próbowały odnaleźć spokój po latach emocjonalnego chaosu.
Dora coraz bardziej odsuwa się od świata. Opuszcza gwarne kawiarnie Montparnasse’u, zrywa wiele dawnych znajomości i odtąd mieszka w samotności, którą świadomie wybrała. Ważnym punktem odniesienia staje się dla niej wiara. Pod wpływem filozofa i katolickiego myśliciela Jacques’a Maritaina odnajduje głęboką religijność, która staje się nie tyle ucieczką od przeszłości, ile próbą nadania jej sensu. Nie oznacza to jednak rezygnacji ze sztuki. Przeciwnie – malowanie staje się formą wyciszenia, modlitwy i odbudowywania własnej tożsamości.


Po lewej: Lee Miller | Dora Maar w swoim paryskim apartamencie, ok. 1956
Po prawej: Cecil Beaton | Dora Maar w swojej paryskiej pracowni, 1944
Choć przez wiele lat świat pamiętał o niej głównie jako o muzie Picassa, Dora nie przestała być artystką. Tworzy niemal do końca życia, z dala od rozgłosu, nie zabiegając o wystawy ani uznanie krytyków. Paradoksalnie dopiero po śmierci zaczęto odkrywać jej dorobek na nowo. Fotografie, które kiedyś przesłoniła legenda Picassa, trafiają do największych muzeów świata, a nazwisko Dory Maar coraz częściej pojawia się obok najwybitniejszych twórców surrealizmu.
Historia Maar nie jest opowieścią o kobiecie złamanej przez miłość. Jest historią o artystce, która musiała niemal od początku zbudować własną tożsamość. Nie kończy się na „Płaczącej kobiecie”. Kończy się – a może dopiero zaczyna – w chwili, gdy przestaje patrzeć na siebie oczami Picassa i odzyskuje własne spojrzenie. To były jej drugie narodziny. Ciche, pozbawione braw i zachwytów, ale być może najważniejsze ze wszystkich.
Dora umiera w samotności, do której nie dopuściła nikogo od pięćdziesięciu lat, czyli od rozstania z Pablem. Miała 89 lat. Kończy swój żywot otoczona obrazami Pabla i rzeczami, których dotykał – przez całe życie strzegła ich jak relikwii.
*
Cytaty wykorzystane w artykule pochodzą z książki Louisy Treger, „Paryska muza”, wyd. Arkady.

SzlakiSztuki.pl są Patronem Medialnym książki „Paryska muza„. Jak wiadomo, rekomendujemy tylko najlepsze lektury 😃 Pełną listę polecanych publikacji znajdziesz TUTAJ >




































