Szlaki Sztuki

blog o sztuce

Osiecka i Hłasko – duet genialny. Tylko miłości brak

Czas czytania: 6 minut

Zamiast obrączki, przysłał jej z Tel Awiwu kożuch, w którym później chodził Wojciech Frykowski, jej przyszły mąż. Chociaż Osiecka twierdziła, że gdyby Hłasko mógł wrócić do kraju, na pewno wzięliby ślub, dzisiaj wydaje się to wątpliwe. Złośliwi mówili, że Hłasko na emigracji „kosił baby jak ułan”, a z Sonją Ziemann umawiał się wtedy, kiedy pisał do Agnieszki czułe listy. Amant, alkoholik i arogant. Podobno nie było między nimi miłości. Czy na pewno?

Kłótnia. Od niej wszystko się zaczyna. Hania Żurek, przyjaciółka Agnieszki prosi ją o spotkanie z Markiem i oddanie mu książki. Sama niestety nie może tego zrobić, honor po niedawnej kłótni z artystą nie pozwala jej na to. Osiecka spotyka się więc z Hłasko na warszawskiej Starówce. Jest przełom 1956 i 1957 roku. Pisarz jak zwykle sprawia wrażenie aroganckiego. Ignoruje Agnieszkę, nie odzywa się zbyt wiele. Jej od razu przypada do gustu i niezrażona wciąga go w rozmowę.

Hłasko, starszy od Osieckiej o dwa lata, ma czym zaimponować młodej poetce. Nie tylko urokiem Jamesa Deana, do którego tak bardzo chce się upodobnić, ale także sukcesami literackimi. Jego nazwisko jest znane w literackim świecie Warszawy; ma już na koncie opowiadania „Pierwszy krok w chmurach”, pisze felietony do tygodnika „Po prostu”. Oczarowuje Agnieszkę, podobnie jak wiele innych kobiet przed nią i po niej.

Agnieszka Osiecka_fot. Jacek Barcz_East News

A jednak czegoś brak

Jeśli postrzegamy miłość, a przynajmniej jej początkową fazę, poprzez pryzmat motyli w brzuchu czy eksplozji uczuć na widok ukochanej osoby, w relacji Agnieszki i Marka podobno tego nie było. Spotykali się jednak dość regularnie, czasami on zaszczycał poetkę swoją obecnością, czasami ona zostawała przy stoliku sama. Dwa razy odwiedzili razem Kazimierz. „Marek po swoich uczuciowych burzach chciał związać się z kimś, do kogo miałby zaufanie. Widział w niej partnerkę, jeśli chodzi o praktyczną stronę życia. Agnieszka bardzo o niego zabiegała, ale też nie było tu szału zmysłów” – twierdzi Henryk Bereza.[1]

Dla Agnieszki, jej wybranek wyróżnia się na tle innych, poddaje się jego oryginalnemu urokowi: „Och, jak on cudownie umiał być! Na tle różnych plastikowych ludzi – on był jak parę osób, jak stado ludzi, jak gromada wściekłych szczeniaków. I ta buzia na olbrzymim chłopie, na której malowały się szczeniackie protesty: Nie chcem, nie chcem, nie chcem”.[2]

Chociaż tematów do rozmów im nie brakowało, a o literaturze mogli dyskutować godzinami, sława kultowego pisarza dzieliła ich. Genialny pisarz i studenta łódzkiej filmówki. Raczej nie pasowali do siebie. Dzielące ich kilometry również nie ułatwiały pielęgnowania uczucia. Ona studiuje w Łodzi, on mieszka w Warszawie.

Prorocze szyderstwo

Na przełomie sierpnia i września 1957 roku Agnieszka postanawia mu zaimponować. Akurat wybiera się na winobranie do Francji i przy okazji dostarcza do paryskiej „Kultury” maszynopis „Cmentarzy”, jego pierwszej powieści. Portfel artystki świeci pustkami, dlatego do pierwszej siedziby redakcji w Maisons-Laffitte jedzie autostopem, co nie należy wówczas do bezpiecznych środków komunikacji. Nie wiadomo, czy informacja o wyczynach Osieckiej zdołała choćby podnieść jedną brew pisarza. On wznosi się w tym czasie na wyżyny swojej popularności. „Na podstawie Pętli  zrealizowano film, którego był scenarzystą, a w styczniu 1958 roku Pierwszy krok w chmurach został uhonorowany Nagrodą Literacką Wydawców. Pozostawił w polu pobitych: Jerzego Andrzejewskiego (Ciemności kryją ziemię), Romana Bratnego (Kolumbowie, rocznik 20), Sławomira Mrożka (Słoń), Jana Parandowskiego (Petrarka) i Teodora Parnickiego (Koniec zgody narodów). A przecież był to jego debiut literacki, autor miał zaledwie dwadzieścia cztery lata”.[3]

Agnieszka cieszy się z sukcesów pisarza. Przed nimi ostatnie chwile bliskości, bo za miesiąc Marek odlatuje do Paryża na zaproszenie Instytutu Literackiego. W euforii oświadcza się i zostaje przyjęty. Informację przyjmują z radością co najmniej dwie kobiety: ich matki. Spotyka się ona również z szyderstwem Wiktora Osieckiego, który wróży marne szanse dla małżeństwa poetki z pisarzem. Nikt jeszcze wtedy nie wie, jak prorocze okażą się jego słowa. Para spotka się ponownie dopiero pod koniec lat 60.

Cenzura i zdrada kraju

Zaraz po wyjeździe Marka, władza rozpoczyna wymierzoną w niego kampanię. Oskarża go niemal o wszystko: począwszy od publikowania utworów poza granicami kraju, do zdrady. Cenzura dosięga jego powieść „Następny po raju”, a z festiwalu w Cannes znika „Ósmy dzień tygodnia”. Oliwy do ognia dolewają wywiady udzielane przez Hłasko prasie zagranicznej.

Do Polski nie ma już powrotu. Urzędnicy odmawiają prolongaty paszportu, a jednocześnie chcą, aby wrócił. Dla pisarza wybór jest prosty, ma świadomość, że wyjazd do kraju będzie wiązał się z zakazem publikacji, a może nawet więzieniem. Paszportu nie otrzymuje także Osiecka, która stara się dołączyć do narzeczonego.

Marek tymczasem osiada w Berlinie Zachodnim, później przenosi się do Izraela. Już w Berlinie nie był wierny Osieckiej i zamieszkał w Sonją Ziemann, niemiecką aktorką. O dziwo, równocześnie prowadził intymną korespondencję z Agnieszką. „Gdyby mi ktoś powiedział, gdybym miał choć przez rok, choć przez pół roku, a potem śmierć to był przyjechał do Ciebie. To nie melodramat; to wyznanie tego, który na pewno – z całym idiotyzmem i kabotyństwem najwięcej Cię kochał”– pisał do Osieckiej. Swoim znajomym w Izraelu opowiadał tymczasem, że to tylko polonistka, ale „może w Ciebie zainwestować pół litra”.

Chociaż po latach Osiecka była pewna, że gdyby Marek nie wyjechał, wzięliby ślub, dzisiaj nie wydaje się to takie oczywiste. Nawet gdyby jakimś cudem do niego jednak doszło, znając trudny charakter pisarza, relacja nie przetrwałaby długo.

Rachunek za połączenie

Z biegiem lat piszą do siebie coraz rzadziej. Intymne list przechodzą do historii, za to Marek przesyła Agnieszce kożuch, w którym później będzie chodził jej mąż. Zamiast Osieckiej, do Tel Awiwu przylatuje Sonja i to z nią bierze ślub dwa lata później w Londynie. Marek w tym czasie nie prowadzi się najlepiej, umawia z wieloma kobietami, w tym z Luise Schaffer i Esther Steinbach.

Spotykają się po siedmiu latach. Podobnie jak podczas ich pierwszych randek, tym razem też nie ma romantycznych wyznań, motyli w brzuchu i spontanicznych uścisków. Ostatni raz rozmawiają przez telefon kilka dni później, a główny temat dotyczy tego, kto zapłaci za połączenie. Po latach Osiecka wyznała, że w zasadzie nie odegrała w życiu Marka większej roli. Zachowuje jednak jego maszynę do pisania, która będzie stała na biurku do końca jej życia. I do dzisiaj nie ma pewności, czy robi to z sentymentu, czy chce zostawić wspomnienie miłości, którą okrutnie przerwał los…?


Literatura:

[1] B. Stanisławczyk, Miłosne gry Marka Hłaski, wyd. Rebis, 2010

[2] Z. Turowska, Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką, Warszawa 2003

[3] A. Szarłat, Celebryci z tamtych lat. Prywatne życie wielkich gwiazd PRL-u, wyd. Znak, Kraków 2014

M. Hłasko, Piękni dwudziestoletni, wyd. Alfa, Warszawa 1988

S. Koper, Życie artystek w PRL, wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2013

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dzierga słowa, wyszywa historie i haftuje opowieści. Zafascynowana historią 20-lecia międzywojennego, szczególnie kulturą i historią codzienności. Miłośniczka psów, zielonej herbaty i szydełkowania.
Szlaki Sztuki na Facebooku
Szlaki Sztuki na Instagramie