Szlaki Sztuki

blog o sztuce

Jama Michalika: prześmiewcy, figlarze i młodopolska bohema

Czas czytania: 6 minut

Co łączy Jana Augusta Kisielewskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Hankę Bielicką? Wszyscy mieli okazję występować w słynnej Jamie Michalika – miejscu, które na początku XX wieku jak magnes przyciągało intelektualistów i artystów, a przy okazji budziło niesmak bardziej konserwatywnej części Krakowa.

Pod koniec XIX wieku, a właściwie w 1895 roku Jan Apolinary Michalik kupuje kamienicę, w której do dzisiaj znajduje się Jana Michalika. Na początku XX wieku, w 1905 roku do Krakowa znad Sekwany wraca Jan Augustyn Kisielewski. Ten niespełna 30-letni mężczyzna, będący pod wrażeniem kabaretu Le Chat Nor (Czarny Kot) i tamtejszego środowiska artystycznego, przenosi na polski grunt te artystyczno-literackie i idee i w mgnieniu oka zaczyna skupiać wokół siebie pisarzy i malarzy. Chcą stworzyć grupę artystyczną i szukają dla niej odpowiedniej nazwy. Którejś twórczej, mocno zakrapianej nocy wychodzą razem na krakowski Rynek Główny i widzą chłopca, który sprzedaje kolorowe balony. – Zielony Balonik. Mamy nazwę! – krzyczy jeden z nich. Od tego poranka rozpoczyna się historia jednego z najbardziej legendarnych polskich kabaretów.

Na początku była jama

Jan Apolinary Michalik, który przeniósł się do Krakowa ze Lwowa, otworzył swoją Cukiernię Lwowską w kamienicy Bełzowskiej przy ulicy Floriańskej. Nie bez powodu wybrał tę lokalizację – było to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w centrum miasta, które znajdowało się pomiędzy Bramą Floriańską a kościołem Mariackim, niedaleko Plant, Barbakanu i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dzięki temu lokal odwiedzała różnorodna klientela – turyści, studenci, profesorowie i artyści. To właśnie młodzi ludzie, którzy najczęściej spotykali się w pomieszczeniu bez okien, nadali lokalowi Michalika miano „jamy”. Oni też wpadli na pomysł otworzenia kabaretu, który przetrwał w tym miejscu aż do I wojny światowej.

Zaproszenia tylko dla wybranych i pradziad stand-upów

Zielony Balonik rozpoczyna swoją działalność 7 października 1905 roku. Już od początku istnienia kabaretowi towarzyszy aura tajemniczości i elitarności, podsycana ograniczoną liczbą wejściówek. Aby zdobyć zaproszenie na wieczór, trzeba się nieźle postarać. Wstępy artystów najczęściej odbywają się w soboty, po premierach w miejskim teatrze. Każdy wieczór jest premierowy, bowiem artyści nigdy nie powtarzają repertuaru. Spotkania są przesycone improwizacją – każdy może wstać, zażartować, zaśpiewać. W najgorszym wypadku jest wyśmiewany przez innych.

Zaproszenie do Zielonego Balonika, rys. Kazimierz Sichulski

Parodie są różnego rodzaju, np. malarskie lub teatralne. W tych pierwszych przodują Kacper Żelechowski, Kazimierz Sichulski i Karol Frycz. W drugich Julian Maluszek, niedługo potem znany jako Juliusz Osterwa, twórca teatru-laboratorium Reduta. Kabaret przewiduje również rolę konferansjera, którą na początku pełni Kisielewski, następnie „Stasinek” Sierosławski – pisarz i redaktor „Czasu”. Tradycją jest, że każdego pojawiającego się w Jamie gościa prowadzący witają w obraźliwy sposób. Brzmi jak pradziad stand-upów? 😉

Jedną z ulubionych myśli przewodnich Zielonego Balonika jest wyszydzanie kołtunerii i konserwatyzmu krakowskiego mieszczaństwa. Dla artystów „z Jamy” nie istnieją żadne autorytety. Kpią z literatury Młodej Polski i postawy artysty jako opiekuna sztuki. Archetypem twórcy jest dla nich raczej błazen, psotnik i figlarz. Jeden z czołowych kpiarzy to Tadeusz Boy-Żeleński, 30-letni doktor medycyny. Boy, który niebawem stanie się głównym twórcą Zielonego Balonika, bez litości wyśmiewa krakowskie matrony i wszystkim znane, miejskie persony.

W swoich żartach nie oszczędza nawet profesora hrabiego Stanisława Tarnowskiego, prezesa Akademii Umiejętności i rektora Uniwersystetu Jagiellońskiego. Określa go mianem „zacnej, słodkiej, starej ciotki”. O krakowskie kobiety dopytuje się również w swoim utworze: „Za co stwór podeszły wiekiem/ Co kobietą już być przestał / A nigdy nie był człowiekiem / Windujemy na piedestał?” Plotki dotyczące nieobyczajnych scen, rzekomych orgii odbywających się w Jamie Michalika i padających tam oszczerstwach z szybkością błyskawicy rozchodzą się po całym Krakowie. Szacowne mieszczanki szerokim łukiem omijają to siedlisko szatana, a ich mężowie dyskretnie rozpytują o zaproszenia

Tadeusz Boy-Żeleński, fot. Danuta Łomaczewska/East News

Nagie postacie i kąpielówki, czyli wystrój iście młodopolski

Na początku Michalik udostępnił swoim gościom niewielkie pomieszczenie za barem. Szybko jednak zabrakło w nim miejsca, dlatego lokal zyskał nowe pomieszczenia: Salę Zieloną oraz Górkę. Ich wystrojem zajęli się Karol Frycz i Franciszek Mączyński, którzy przystroili wnętrza w oryginalne freski, witraże i meble. Imponującym nabytkiem stało się również ogromne panneau – parafraza Sądu Ostatecznego Michała Anioła. Może nie przyciągałoby tak bardzo wzroku, gdyby nie to, że pojawiły się na nim wizerunki osób znanych ze spotkań Zielonego Balonika… bez ubrań.

Jak opowiadał później Boy Żeleński, austriacki generał, stały bywalec cukierni, po ujrzeniu dzieła nie dokończył codziennego rytuału picia kawy, a zamiast tego splunął i wyszedł. Michalik był zbulwersowany. Początkowo chciał wyrzucić malowidło, jednak stanęło na kompromisie – malarz obdarzył nagie postacie… kąpielówkami. Lwowski cukiernik nie pierwszy raz wpadł w konsternację. Raz chciał kończyć artystyczne harce w jego lokalu, innym – ściskał artystów (pod wpływem alkoholowego rozczulenia) i dziękował za to, że tak się zmienił pod ich wpływem. Przemianę i wpływ artystycznych dusz na jego skromną osobę można było zauważyć choćby w nazwach ciastek, jakie im nadawał. Wśród nich były Goplana, Carmen i Flirt.

Wnętrze cukierni Michalikowej w Krakowie z widoczną polichromią na ścianie autorstwa Kazimierza Sichulskiego
Wnętrze cukierni Jana Michalika z widoczną polichromią autorstwa Kazimierza Sichulskiego

Ciekawe, że wśród wspomnień twórców Zielonego Balonika, niewiele znalazło się informacji o Stanisławie Wyspiańskim. Znawcy jego życia i twórczości uważają, że odpowiadał mu rodzaj humoru prezentowanego przez kabaret, bo artysta cenił sobie dowcipy polegające na ośmieszaniu innych osób. Kazimierz Sichulski, uczeń Wyspiańskiego, ulokował jego postać w Jamie Michalikowej na malowidle przedstawiającym Sąd Ostateczny.

Wnętrze Jamy Michalika, stolik Stanisława Wyspiańskiego udekorowany z okazji jego 25 rocznicy śmierci, 1932

Z tym największy jest ambaras

Beztroskie hulańce zakończyły się przed wybuchem I wojny światowej. Zielony Balonik działał ciągle do 1912 roku, z przerwami – do 1915. Wskutek międzywojennego kryzysu Michalik zakończył cukierniczą działalność. Przeniósł się do Poznania, aby prowadzić tam pensjonat. Sława Zielonego Balonika wykroczyła tymczasem poza Kraków, znajdując swoich bardziej i mniej udanych naśladowców. Legenda kabaretu przetrwała również dzięki „Słówkom” wydanym przez Boya-Żeleńskiego, w której to publikacji znalazły się teksty z Balonika. I pewnie niewielu z nas wie, że do dzisiaj w naszym języku funkcjonują zaczerpnięte z „balonikowej” twórczości powiedzenia, np. „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.

Wnętrze Jamy Michalika obecnie; fot. jamamichalika.pl

Pomimo zakończenia działalności Zielonego Balonika, jego duch przetrwał w Jamie Michalika. W PRL-u funkcjonował tutaj Kabaret, w którego skład wchodzili Tadeusz Kwiatkowski, Jacek Stwora i Brunon Miecugow. To tutaj debiutowali Tadeusz Huk i Anna Seniuk. Przy Floriańskiej 45 występowali także m.in. Jerzy Kryszak, Jerzy Trela, Marian Opania czy Anna Dymna. 

Źródła:

„Jama Michalika, przewodnik literacki”, B. Faron, wyd. Wydawnictwo Edukacyjne, 2013

„Sekrety Krakowa”, Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki, wyd. Księży Młyn Dom Wydawniczy, 2018

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dzierga słowa, wyszywa historie i haftuje opowieści. Zafascynowana historią 20-lecia międzywojennego, szczególnie kulturą i historią codzienności. Miłośniczka psów, zielonej herbaty i szydełkowania.
Szlaki Sztuki na Facebooku
Szlaki Sztuki na Instagramie