Tutaj spotykała się krakowska bohema. Sekrety salonu Pareńskich
Nie stworzyła żadnego obrazu. Nie napisała dramatu. Nie występowała na scenie. A jednak Eliza Pareńska znalazła się w samym centrum artystycznego życia Krakowa. Jej dom stał się miejscem spotkań Wyspiańskiego, Tetmajera, Malczewskiego i innych twórców Młodej Polski. A trzy córki gospodyni z czasem same przeszły do historii sztuki i literatury.
Wieczorem przy Wielopolu 4 zapalały się światła. Za drzwiami eleganckiego mieszkania spotykali się lekarze, profesorowie, literaci, malarze, aktorzy i młodzi artyści, którzy dopiero szukali swojego miejsca. Przy herbacie, a nawet i nieco mocniejszych trunkach, rozmawiali o sztuce i literaturze. Z czasem zwyczajny mieszczański dom zmienił się w jeden z najważniejszych salonów artystyczno-literackich Krakowa przełomu XIX i XX wieku.
To właśnie tutaj dorastały Maria, Zofia i Eliza Pareńskie – trzy siostry, które Stanisław Wyspiański uczynił później swoimi muzami. Ich historię, ale także historię niezwykłego domu, przypomina Monika Śliwińska w książce „Muzy Młodej Polski. Życie i świat Marii, Zofii i Elizy Pareńskich”. Najnowsze, poszerzone wydanie publikacji ukazało się we wrześniu 2026 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego.
Dom, do którego „się chodziło”
„Idę na Wielopole” – tak, według wspomnień przywoływanych w książce, mówiono w Krakowie o wizycie u Pareńskich. Oficjalnie spotykano się na czwartkach, ale dom był właściwie nieustannie otwarty dla przyjaciół i znajomych.
Nie był to jednak salon w znaczeniu wyłącznie towarzyskim. Eliza Pareńska potrafiła stworzyć miejsce, w którym spotykały się różne środowiska krakowskiego życia intelektualnego. Początkowo dominowali przedstawiciele świata nauki – znajomi profesora Stanisława Pareńskiego, lekarze i ludzie związani z Uniwersytetem Jagiellońskim. Później dołączyli literaci, malarze, aktorzy i przedstawiciele krakowskiej bohemy.


Na Wielopolu pojawiali się między innymi Adam Asnyk, Władysław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Stanisław Przybyszewski, Ludwik Solski, Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski, Józef Mehoffer, Witold Wojtkiewicz i oczywiście Stanisław Wyspiański. Lista gości była znacznie dłuższa. Znajdowali się wśród nich zarówno uznani już twórcy, jak i młodzi ludzie, którzy dopiero mieli zapisać się w historii polskiej kultury. Ta niezwykła mieszanina była jednym z największych fenomenów salonu Pareńskich.
Gospodyni, która wiedziała, kogo warto zaprosić
Głową rodziny pozostawał Stanisław Pareński – ceniony profesor medycyny i lekarz. W rzeczywistości, to jednak jego żona Eliza nadawała ton życiu towarzyskiemu domu.
Była kobietą dobrze wykształconą, inteligentną i znakomicie orientującą się w świecie sztuki. W Krakowie zyskała opinię osoby, która potrafiła skupiać wokół siebie ludzi interesujących i utalentowanych. Tadeusz Boy-Żeleński wspominał ją jako kobietę o niezwykłej pozycji w ówczesnym Krakowie. Nazywano ją nawet „Aspazją”, od imienia słynnej ateńskiej gospodyni salonu i intelektualistki.
Eliza miała zresztą szczególny dar dostrzegania talentu. Jednym z artystów, których wspierała, był młody Stanisław Wyspiański. Mawiano nawet, że Pareńska zwariowała na punkcie jego twórczości. Wspierała go jak tylko mogła – finansowała zakup farb, dostarczała prezenty na Święta. Kiedy był chory i nie mógł wstać z łóżka przysłała mu nawet fortepian, aby dzięki niemu mógł pozostać w bliskim kontakcie ze sztuką. Pareńska została też matką chrzestną Stanisława, syna artysty, a jako jedna z nielicznych osób z towarzystwa życzliwie odnosiła się do Teodory Pytkówny.
„Po ślubie Wyspiański często zaglądał z córką na Wielopole. Helena Wyspiańska zapamiętała zabawy z bratem Mietkiem i Jankiem Pareńskim w ogrodzie wokół domu. Sam Wyspiański jeździł też do letniej willi Pareńskich w Tenczynku. Przez wiele lat śladem jego obecności był portret Lizki narysowany na frontowej ścianie domu”.
Monika Śliwińska, „Muzy Młodej Polski”, str, 93
„Niepozorny malarz” i jego przyszła sława
Kiedy Wyspiański pojawił się w kręgu Pareńskich, nie był jeszcze artystą, którego nazwisko znał cały Kraków. Eliza dostrzegła jednak jego możliwości. Kupowała obrazy, a także zachęcała innych do ich nabywania. Nie robiła tego w sposób ostentacyjny – przeciwnie, jej pomoc miała pozwalać malarzowi zachować poczucie niezależności. Wspomnienia dotyczące jej mecenatu pokazują, że nie chodziło jedynie o sympatyzowanie z młodym malarzem. Pareńska realnie pomagała mu przetrwać trudny początek kariery.
Z Wyspiańskim rodzina pozostawała zresztą związana przez lata. Ich relacji nie zerwał nawet słynny spektakl „Wesele” z 1901 roku, w którym Wyspiański niezbyt pozytywnie przedstawił Zosię i Marynę. Ba! Pani Pareńska, na przekór konserwatywnym krakowskim matronom, szczyciła się, że dzięki Stasiowi dziewczyny zapisały się w literaturze, a spektakl w teatrze widziała kilka razy.
Trzy dziewczyny z domu pełnego artystów
W takim właśnie środowisku dorastały Maria, Zofia i Eliza. Od dzieciństwa obserwowały świat, który dla wielu ich rówieśników pozostawał niedostępny. Obok zwyczajnego życia rodzinnego toczyło się życie artystyczne Krakowa, a najważniejsi twórcy epoki rozmawiali niemal codziennie w ich salonie (!). Nic dziwnego, że siostry same stały się częścią tego świata. Były młode, piękne i otaczała je aura niezwykłego domu.


Dzieci Pareńskich miały bonę oraz francuską guwernantkę. Na początku uczyły się w domu, ale później postępowi rodzice posłali córki do szkoły. Zosia i Maryna, papużki-nierozłączki, rozpoczęły naukę w I Prywatnym Gimnazjum Żeńskim im. Emilii Plater, czyli pierwszej szkole dla dziewcząt z programem męskiego gimnazjum. Odebrały tam wszechstronne wykształcenie, a oprócz nauki francuskiego i niemieckiego, zdobyły wiedzę z zakresu historii, łaciny i przedmiotów ścisłych.
„Muzy Młodej Polski” pokazują siostry Pareńskie z innej perspektywy – jako osoby, które nie były wyłącznie pięknymi, wyedukowanymi twarzami z obrazów. Każda z nich miała własne życie, temperament, wybory, miłości i dramaty.
Nie tylko rozmowy przy herbacie
Salon nie był miejscem, w którym po prostu „bywało się” dla przyjemności na obiadach czy tańcach. Dom Pareńskich stwarzał przestrzeń, w której młodzi twórcy mogli poznawać ludzi mających wpływ na krakowskie życie kulturalne. Był również przestrzenią, gdzie sztuka wychodziła poza galerie i akademickie pracownie.
Eliza Pareńska należała do pierwszych krakowskich mieszczanek, które zaczęły kolekcjonować dzieła współczesnych artystów. W jej domu obrazy nie były jedynie dekoracją, a raczej częścią codziennego życia. To szczególnie ważne w historii Wyspiańskiego. W czasach, gdy jego pozycja nie była jeszcze ugruntowana, zakup obrazu mógł oznaczać dla młodego artysty coś więcej niż uznanie. Mógł decydować o zakupie farb, a tym samym o możliwości dalszej pracy. Pareńska zachęcała również znajomych do zakupu dzieł Wyspiańskiego, a już po ślubie córek zamawiała u niego obrazy do ich nowych domów. Poprosiła go nawet o zaprojektowanie mieszkania dla Zofii i Tadeusza Żeleńskich i choć trzeba przyznać, że Wyspiański wywiązał się z zadania, para młoda raczej nie była do końca zadowolona z efektu.
Wielopole i „Wesele”
Historia salonu Pareńskich splata się także z jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach polskiego teatru. To właśnie w domu Pareńskich obracała się część osób, które później znalazły się w świecie „Wesela”. Maria i Zofia stały się pierwowzorami Maryny i Zosi, a Antonina Domańska – przyjaciółka Pareńskiej i częsta gościni Wielopola – została sportretowana w dramacie jako Radczyni.


Po lewej: Stanisław Wyspiański, „Portret Elizy Pareńskiej” | 1905 Muzeum Narodowe w Kielcach
Po prawej: Stanisław Wyspiański, „Portret Marii Pareńskiej” | 1902, Muzeum Narodowe w Lublinie
„Wesele” można więc oglądać nie tylko jako opowieść o spotkaniu inteligencji z chłopstwem. Można zobaczyć w nim także echo krakowskiego życia towarzyskiego, pełnego przyjaźni, romansów, ambicji, artystycznych fascynacji i wzajemnych zależności. Świat, który Wyspiański znał z bliska, zamienił w literaturę. A część jego bohaterów znał właśnie z salonu przy Wielopolu.
Kobieta stojąca za salonem
Historia Pareńskich jest również historią kobiecego mecenatu. W opowieściach o Młodej Polsce często pozostają na pierwszym planie nazwiska wielkich artystów: Wyspiańskiego, Malczewskiego, Mehoffera, Wyczółkowskiego czy Tetmajera. Tymczasem ich świat nie istniał w próżni. Potrzebował ludzi, którzy kupowali obrazy, zapraszali artystów do swoich domów, przedstawiali ich kolejnym osobom, tworzyli przestrzeń do rozmowy i czasem pomagali finansowo. Eliza Pareńska należała do takich osób. Chociaż nie napisała żadnego dramatu ani nie namalowała obrazu, jej nazwisko pojawia się przy wielu ważnych postaciach krakowskiej bohemy.
Wielopole, którego już nie ma, i które wciąż istnieje
Dom Pareńskich przy ul. Wielopole 4 przetrwał do naszych czasów. Budynek znajduje się w centrum Krakowa, w pobliżu Poczty Głównej. Trudno jednak dzisiaj spojrzeć na niego i wyobrazić sobie gwar dawnego salonu. Teraz nie słychać rozmów, Wyspiański też nie pojawi się z nowym obrazem. Dawny dom Pareńskich przypomina, że Młoda Polska nie narodziła się wyłącznie w pracowniach artystów. Rodzili ją również ludzie, którzy tworzyli środowisko. Domy, salony, kawiarnie, teatry. Rozmowy prowadzone do późnej nocy. Przyjaźnie, miłości i konflikty. A wśród nich kobiety takie jak Eliza Pareńska, które potrafiły otworzyć drzwi właściwym ludziom.
„Muzy Młodej Polski”
Książka Moniki Śliwińskiej pozwala zajrzeć za kulisy tego świata. Jej bohaterkami są Maria, Zofia i Eliza Pareńskie, ale ich historie prowadzą znacznie dalej – do Stanisława Wyspiańskiego, Witolda Wojtkiewicza, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Edwarda Leszczyńskiego i całej galerii postaci tworzących krakowski świat przełomu wieków.
To właśnie dlatego historia trzech sióstr jest czymś więcej niż opowieścią o muzach artystów. Jest opowieścią o dawnym Krakowie. Mieście, w którym można było powiedzieć: „Idę na Wielopole” i znaleźć się w samym środku Młodej Polski.
*
O czym rozmawiali Wyspiański z Elizą Pareńską? Jak potoczyły się losy sióstr Pareńskich? I gdzie w Krakowie można nadal znaleźć ich ślady? Tego wszystkiego – a nawet znacznie więcej (!) dowiecie się z „Muz Młodej Polski”. Uprzedzam, że lektura w dużych dawkach może powodować bezsenność 😉







































